sobota, 4 lutego 2017

jak to się stało, że rano zawsze mam co na siebie włożyć

Dwanaście lat temu, wracając ze swojej pierwszej zagranicznej, kilkumiesięcznej wakacyjnej wyprawy zarobkowej, urobiona po łokcie, zarobiona w funty i szczęśliwa, tachałam stamtąd za sobą do domu walizkę wypchaną shortbreadami i mniej więcej czterdziestoma (!) bluzkami, które tam na Wyspach, w kraju sieciówek i wyprzedaży, sobie kupiłam. I na tym brytyjski sen się kończy, bo każda bluzka była z innej parafii, nic do niczego mi się pasowało, chodziłam może w czterech albo pięciu, resztę oddałam. Nauczkę wyciągnęłam, ale dopiero po latach, kiedy w ręce wpadła mi książka "Slow Fashion" Joanny Glogazy, a w oko parę mądrych blogów o minimalnej szafie. Dzisiaj wiem co mi się podoba i w czym się dobrze czuję i o czym nie myślę mając to na sobie. A podstawą mojej garderoby jest dziś: KARDIGAN! 


Ten świetny sweter ( w większości bez guzików - dwa mam z guzikami) robi mi mnóstwo zestawów na mnóstwo okazji. Takich kardiganów mam w swojej szafie 7 (a właściwie 8, ale jeden czeka na mój ostateczny ruch, chyba czas się pożegnać). Do nich dorzucam tshirt, jeansy lub czarne rurki (po prostu jedną z trzech par spodni, w których chodzę na okrągło), kozaki do kolan i naszyjnik. Gotowe :). Strasznie jestem ciekawa jakie są Wasze żelazne zestawy, w czym czujecie się jak w drugiej skórze i co - Waszym zdaniem, wybierane choćby po omacku zawsze wygląda dobrze? Dajcie znać!

PS Dziś w myśl zasady, by jak najbardziej ułatwiać sobie życie, zrobiłam pierwszy raz "normalne" zakupy przez internet. Trochę dziwnie się z tym czułam, bo sklep widzę z balkonu, ale obawy mi minęły, kiedy miły pan przywiózł nam bez problemu wszystko co nosilibyśmy pewnie na dwa razy. Dumna jestem z siebie jak nie wiem co - takie burżujstwa to dla mnie nowość ;). (Dzięki Dorota za inspirację!) :)))

Buziaki :* A.

2 komentarze:

  1. Jak napiszę, że dres,to chyba nie wyjdzie dobrze ;) ale fakt, kardigany mam dwa, pasują praktycznie do wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń