niedziela, 2 października 2016

trzy sposoby na przetrwanie.

Jesteście matkami dwulatków? To wiecie o czym mówię. Nie jesteście? To może kiedyś będziecie, więc łykajcie każdą cenną radę. Wierzcie mi, prędzej czy później się przyda.

1. GOTOWANIE
Oczywiście najczęściej wtedy, kiedy dwULAtka śpi. Czyli w weekend około 11stej, a w trakcie tygodnia jakoś po 20stej. Nawet kiedy padam na pysk, staram się coś ugotować. Tak zwane stanie przy garach kojarzy mi się mimo wszystko jako czynność kreatywna (przepisy i tak zawsze modyfikuję), a wszystko co kreatywne podchodzi pod jakieś tam hobby (co nie? ;)). Czyli: gotowanie - hobby - odpoczynek dla mózgu - czas dla siebie - eksperymenty - przyjemność z jedzenia - gęby wykarmione. Wiadomo, musi być jakiś haczyk. Mam mega skłonności do tycia, więc dodatkowo kombinuję jak gotować zdrowo. Żeby nie było czuć, że zdrowe, trzeba się trochę nagłowić. Raz wyjdzie, pięć razy nie, ale kto by się tam przejmował. Dzisiaj wyszło!




2. ĆWICZENIA
68 tysięcy razy zaczynałam już moją przygodę z aktywnym trybem życia. Może tym razem to to :) Wiem po co to robię, na czym mi zależy. Cisnę Chodakowską, no i moja specjalność - spacery. Zrobiłam sobie stosowną fotkę pierwszego dnia, ale wiadomo - nie nadaje się do publikacji. 

3. WYJŚCIE Z DOMU
Wersja idealna - samotne wyjście z domu. Jeśli jednak nie ma takiej opcji, bierzesz berbecia pod pachę (albo do wózka ;)), pod drugą aparat i idziesz. Robisz zdjęcia, napawasz się przyrodą, odwiedzasz rodzinę, czy robisz co tam sobie chcesz. Ważne, że poza domem - tam zawsze jakoś więcej przestrzeni do biegania, oddychania i ocalenia (już tylko szczątkowej) pewności, że jednak jesteś dobrą matką ;)








Także tak. Widzimy się niebawem w następnym wpisie, tymczasem ja uciekam poćwiczyć, bo samo się nie zrobi. Ciao! A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz