piątek, 21 października 2016

pasta z twarożku x3!

Zgodnie z życzeniem - jest :) Post z superprostymi, superszybkimi i mega pysznym posiłkami z pastą twarożkową. Można zrobić raz więcej, i "męczyć" przez dwa dni. Już tak mam - kiedy wkręcę sobie jakiś smak wałkuję go na okrągło, dopóki mi nie zbrzydnie. Taką pastę mogę jeść non stop, jest bardzo zdrowa, rodzina nie pogardzi ;), przygotowuje się ją "na jednej nodze", więc może i wy skorzystacie z takiej opcji :).
Do zrobienia pasty potrzebujemy:
-  kostki chudego twarogu
- kawałka wędzonej na gorąco ryby - ja użyłam filetowanego łososia, równie dobrze może być makrela, ale na ogół nie chce mi się wybierać z niej ości
- pół puszki groszku
- pół czerwonej cebuli
- ze dwie łyżki kaparów
- sól, pieprz
Wszystko rozdrabniamy widelcem i mieszamy. Gotowe.

Moje zastosowania pasty, to:

Pyszny obiad - pasta, brązowy ryż, sałatka z jarmużu i pomidorków z sosem. (Brązowy ryż gotuje się 30 minut, i to właściwie najbardziej pracochłonny etap przygotowania obiadu, weźcie to pod uwagę). Wstawiamy ryż, myjemy jarmuż i pomidorki, mieszamy z sosem (po łyżeczce - musztardy, miodu i soku z cytryny, troszkę oliwy/oleju). Wykładamy razem z pastą na talerz. Tadam.


Śniadanie - kanapki z pastą i ogórkiem kiszonym. Nie ma tu większej filozofii - chleb z ziarnami i ogórasy od mamusi (najlepsze!) - oto cały sekret:



Drugie śniadanie/lunch do pracy - burrito z pastą i warzywami. Placki tortilli kupiłam gotowe (kto wie, może kiedyś zrobię sama). Podgrzewamy, smarujemy pastą, i wkładamy do środka co chcemy. Papryka, oliwki, dowolna zielenina. Lubię jak jest kolorowo, jem też oczami :) Zawijamy i podpiekamy chwilę na patelni. Jemy od razu, albo zabieramy sobie do pracy i wzbudzamy ogólne zachwyty i zazdrość współpracowników ;).


 Smacznego. A :)



czwartek, 20 października 2016

co robię, gdy mnie tu nie ma.

Po pierwsze:
Trochę żonkuję, trochę matkuję, trochę pracuję, czyli prowadzę całkiem spoko normalne życie :).

Po drugie:
Kontempluję jesień. Moja bezbrzeżna miłość do tej pory roku każe mi wziąć aparat do ręki i pstrykać. A potem zamęczać Was zdjęciami. Umówmy się - wiosna to podlotek. Jesień to elegancka, melancholijna, trochę wyniosła a jednocześnie ciepła, starsza pani. Sama chciałabym kiedyś taką być, i chyba dlatego tak mi się podoba.




Po trzecie:
Zajmuję się sobą, swoją figurą, zdrowiem i psychiką :)
Ruszam się, chodzę, ćwiczę i zdrowo gotuję, i tak już prawie od miesiąca. I wcale mi się nie nudzi. Wręcz przeciwnie, chcę więcej i więcej. Dużo eksperymentów kulinarnych ostatnio u nas w domu. Jest pysznie.





Oczywiście zdarzają mi się grzeszki i wpadki żywieniowe, albo na przykład dni, kiedy nie ruszam tyłka z kanapy. Ale nie zrażam się. Dziś z kolei baaardzo pragnę słodkiego. Robotę robi mój "czekoladowy" koktajl i suszone daktyle i śliwki (suszyła je moja mama, zatem samo zdrowie :)


W najbliższym czasie spodziewajcie się spamu jedzeniowego. To moja największa aktualna zajawka.
Jeśli chcecie więcej postów na ten temat. A może na jakieś inne tematy? Dajcie znać :).
 
Do następnego! A.

niedziela, 2 października 2016

trzy sposoby na przetrwanie.

Jesteście matkami dwulatków? To wiecie o czym mówię. Nie jesteście? To może kiedyś będziecie, więc łykajcie każdą cenną radę. Wierzcie mi, prędzej czy później się przyda.

1. GOTOWANIE
Oczywiście najczęściej wtedy, kiedy dwULAtka śpi. Czyli w weekend około 11stej, a w trakcie tygodnia jakoś po 20stej. Nawet kiedy padam na pysk, staram się coś ugotować. Tak zwane stanie przy garach kojarzy mi się mimo wszystko jako czynność kreatywna (przepisy i tak zawsze modyfikuję), a wszystko co kreatywne podchodzi pod jakieś tam hobby (co nie? ;)). Czyli: gotowanie - hobby - odpoczynek dla mózgu - czas dla siebie - eksperymenty - przyjemność z jedzenia - gęby wykarmione. Wiadomo, musi być jakiś haczyk. Mam mega skłonności do tycia, więc dodatkowo kombinuję jak gotować zdrowo. Żeby nie było czuć, że zdrowe, trzeba się trochę nagłowić. Raz wyjdzie, pięć razy nie, ale kto by się tam przejmował. Dzisiaj wyszło!




2. ĆWICZENIA
68 tysięcy razy zaczynałam już moją przygodę z aktywnym trybem życia. Może tym razem to to :) Wiem po co to robię, na czym mi zależy. Cisnę Chodakowską, no i moja specjalność - spacery. Zrobiłam sobie stosowną fotkę pierwszego dnia, ale wiadomo - nie nadaje się do publikacji. 

3. WYJŚCIE Z DOMU
Wersja idealna - samotne wyjście z domu. Jeśli jednak nie ma takiej opcji, bierzesz berbecia pod pachę (albo do wózka ;)), pod drugą aparat i idziesz. Robisz zdjęcia, napawasz się przyrodą, odwiedzasz rodzinę, czy robisz co tam sobie chcesz. Ważne, że poza domem - tam zawsze jakoś więcej przestrzeni do biegania, oddychania i ocalenia (już tylko szczątkowej) pewności, że jednak jesteś dobrą matką ;)








Także tak. Widzimy się niebawem w następnym wpisie, tymczasem ja uciekam poćwiczyć, bo samo się nie zrobi. Ciao! A.