poniedziałek, 11 lipca 2016

ballada.

(musiałam :))))

Gada już pół miasta,
grzmi cała ulica -
- "Sąsiadka z piątego wciąż wywala CYCA!"
"To jakieś zboczenie! Tak nie może być!
Od rana do nocy tylko CYC i CYC!"
"Sąsiadko kochana - zachodu już szkoda,
przecież z tego CYCA leci tylko woda...,
nie ma tam już mleka, dziecku chce się pić,
a u Pani ciągle tylko CYC i CYC!".
Na rynku kupiła kapustę, truskawki,
ze dwa ząbki czosnku doda do potrawki,
wieczorem wychyli sobie lampkę wina...
- "To jest patologia! To nie jest rodzina!"
"Sushi na kolację? Tatar? Śledź? Nalewka?!
Powinien być najwyżej kurczak i marchewka!".
Życzliwi wciąż się boją o bąki i gazy,
zdrowaśkę zmówili chyba ze dwa razy.
A ta, dość, że karmi takie duże dzieci,
to jeszcze tym cycem na ulicy świeci!
- "Niech Pani się schowa: za drzewem, za murkiem,
niech pani przywiąże sobie chustę sznurkiem,
a jeszcze najlepiej włoży pelerynę,
no niech Pani schowa siebie i dziecinę!
Bo zaraz nam Pani z lodówki wyskoczy,
a blask od tego CYCA aż nas razi w oczy!
Wywala tego CYCA niczym żul drągala,
i ciągle się CYCAMI po ludziach przechwala!
Epatuje mleczarnią niczym terrorystka -
-zamiast karmić w domu - wszędzie się z nią wciska!
I karmi rok, półtora, już prawie dwa lata...
Proszę Pani kochana - to jest koniec świata..."
Mrugam dzisiaj do Was okiem a nie CYCEM,
a z CYCEM wychodzę dumnie na ulicę.
Niech się swoją michą zajmie Pan i Pani -
- w końcu wszyscy jesteśmy na CYCU chowani.

***
Kochane mamy, życzę Wam, żebyście w swojej karmieniowej drodze, przez ani mikrosekundę nie musiały poczuć się z tego powodu źle :*



PS wybaczcie wstrętne rymy ;)

A.

2 komentarze: