niedziela, 17 lipca 2016

5 rzeczy, których o SOBIE nie wiedziałam...

...(dopóki nie zostałam mamą)

1. Jestem mistrzem logistyki. Serio. Gdyby ktoś płacił za umiejętność jednoczesnego: wchodzenia do domu z siatą zakupów, ściągania dziecku butów i wstawiania ziemniaków na gaz, zarabiałabym miliard. Wstać o 5 rano w niedzielę? Popracować z godzinę? Zrobić rodzince śniadanie, na 8:30 pójść z dzieckiem do kościoła i dalej do pracy? Obiad, deser, meczyk, wieczorna toaleta? Phi ;) Jest jeszcze czas na bloga!

2. Potrafię być NAPRAWDĘ przeogromnie zmęczona. Powyższe czynności powtarzają się mniej więcej codziennie od dwóch lat (no, może nie chodzę w każdą niedzielę do pracy ani do kościoła ;)). Od dwóch lat jednak (poza dziewięcioma dniami - trzema, gdy byłam na szkoleniu wiele kilometrów od domu, czterema - dwa weekendy po dwa dni gdy Ula była u dziadków, i dwoma - gdy ostatnio byliśmy na weselu) jestem non stop w stanie "pełnej gotowości". Czuwam, zerkam, nasłuchuję, planuję co, jak i kiedy. Przewiduję, którędy pójść, żeby było "w cieniu", a gdzie lepiej nie iść z wózkiem, bo natrafię na schody. Gdy jest w żłobku - pracuję, i co jakiś czas myślę, czy zaraz nie zadzwonią. Mój mózg jest na pełnych obrotach cały czas, chyba nawet w nocy, o nogach wchodzących w d*** z grzeczności nie wspomnę. Jestem naprawdę epicko zmęczona, a gdy przypomnę sobie moje zmęczenie  z czasów "sprzed naszej ery", parskam śmiechem w środeczku.

3. W wielu sprawach jest mi wszystko jedno. Szyba wysmarowana masłem do połowy wysokości? Spoko, jeszcze coś tam przez nią widać. Ta bluzka nie pasuje do spodni? Najwyżej nie zostanę znaną szafiarką.  Ktoś ma ze mną problem albo mnie nie lubi? Uf - jedna osoba do przejmowania się mniej. Plama na obrusie, kanapie, poszewce...? Eee, do nas i tak prawie nikt nie przychodzi! A ci co przychodzą udają że nie widzą ;) I tak dalej, i tak dalej.

4. Moja cierpliwość jest z gumy, ale i ta guma czasem parcieje.  Naprawdę, nigdy, przenigdy wcześniej nie podejrzewałabym siebie o stoicki spokój w tak wielu sprawach. Bywa jednak, że normalnie nie daję rady i czuję się wtedy najgorzej na świecie. Gotuję się i w głowie dzieją się naprawdę godne pożałowania rzeczy. Potrzebuję czasu. Chwili oddechu. Daję wtedy dziecku paczkę biszkoptów, albo chrupek zoo safari. Na moment pomaga, ale nie polecam.

5. Nie jestem pępkiem wszechświata. Ot, takie drobne spostrzeżenie...

PS Ciekawe, co jest na Waszej liście?
PS2 Poniższe foto zrobione w jednej z tych cudnych chwil samotności między piątą a szóstą rano, gdy Oni jeszcze śpią :)


Do miłego następnego :) A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz