niedziela, 5 czerwca 2016

nie koziołek, nie biedronka...

... lecz to ja! - matka dwulatka.
Patrzę sobie na tę laurkę (wisi na lodówce). Ula zrobiła w żłobku z okazji dnia matki. Uroczo, hahahihi, dwulatka poprzyklejała coś tam na kartce jak popadnie, czym ty się matko podniecasz. A powiem Wam, że dała mi ta wyklejanka trochę do myślenia. Bo to - wypisz wymaluj - prawdziwa JA. Lecimy od góry: włos zmierzwiony, nieułożony za bardzo, i grzywka jak zwykle rozwiana wiatrem, choćbym popsikała ją toną lakieru, nie chce się trzymać cholera. O fiolecie na włosach marzę od zawsze, z braku odwagi teraz sobie nie strzelę, poczekam na swoje lata i siwiznę, starszej pani fiolet bardziej przystoi. Bluzka z dekoltem w szpic, taki mi pasuje, zarzucona tak jakoś od niechcenia. Na pewno było rano, śpieszyłam się ze śniadaniem bo to już 6:30, i pewnie byłam w kryzysie, co mam na siebie włożyć. Sukienka też na bakier - nie mogłam się zdecydować, a niech tam, założę wszystko na raz, może nikt nie zauważy, potem wsiądę do windy, obejrzę się w wielkim lustrze, i już wtedy pożałuję, że nie przemyślałam ubioru. Będzie za późno, żeby wracać i się przebierać, i tak cały dzień w znienawidzonych ciuchach. (Takich sytuacji na szczęście mam coraz mniej. Dzięki Ci Boże za bazowe tiszerty, i wiskozowe spodnie których nie trzeba prasować!). No i jeszcze szpilki, włożyłam fioletowe, ale szybko zmieniłam na sandały na płaskim.  O fioletowych szpilkach pomyślę może na starość - będą pasowały do koloru włosów :). Wokół jeszcze trochę miłości, szczęście po drugiej stronie i kwiaty na samym dole (nie wiem co to oznacza, pewnie  tak było "ładnie" :)). No i jest uśmiech, i czerwona szmina! Laurka jeszcze trochę sobie powisi, zrobi miejsce dla tej z okazji dnia taty. Trafi potem do teczki z naszymi sentymentami, żebym za parę lat znów mogła się wzruszyć. Cała ja. Mama Uli. Najbardziej zmęczona, narzekająca, marudna, drąca się, niecierpliwa, najbardziej kochająca mama na świecie. 
A.

2 komentarze: