wtorek, 14 czerwca 2016

6 powodów, dla których nie lubię placów zabaw.

1. Mam takowy pod oknem. Zimą - luzik, cisza spokój itepe. Prawdziwy sajgon zaczyna się wiosną i trwa do późnego lata, a zanim minie mój kilkudniowy okres adaptacji do plemiennych okrzyków, wrzasków i gier typu "TRZY-PO-TRZY", ratuję się zamkniętym oknem, względnie apapem. 

2. Ula chce tam iść. Zawsze. Bez wyjątku. Nie ma znaczenia, czy idziemy "tylko ze śmieciami", "tylko do sklepu" albo wracamy ze żłobka na obiad. Jakaś magiczna siła kieruje jej nogami i resztą, i każe wejść na znienawidzone przez matkę terytorium. Obojętne przejście z Ulą obok placu jest możliwe tylko wtedy, gdy śpi w wózku albo na rękach. Czyli prawie nigdy.

3. Wkurzają mnie obce dzieci. Wrzeszczące, skaczące, duże, nie zważające na maluchy, albo natarczywie "chcące się bawić". Ciągnące Ulę za rękaw, przytulające, gdy ona nie chce. Mam ochotę rozszarpać. I choć na usta ciśnie mi się "wypad z baru gówniarzu!", z całych sił szukam w sobie pokładów łagodnych, ale stanowczych sposobów komunikacji...

4. Wkurzają mnie rodzice obcych dzieci. Po pierwsze - zagadują, i głupio nie odpowiedzieć. Po drugie porównują - zobacz, jaka dziewczynka jest grzeczna, nie to co ty! Widzisz jak dziewczynka zbiera zabawki? a ty? - zostawimy tu i dziewczynka sobie weźmie, nie będziesz miała jak nie chcesz zbierać. Słowem - wycierają sobie "dziewczynką" gębę tłumacząc swoją rodzicielską nieudolność i sprawiając, że dziecko już na starcie "dziewczynki" nienawidzi.  Po trzecie - urządzają sobie festiwal przechwałek - powiedz dziękuję, pokaż jaką babkę potrafisz zbudować...Help.

5. Wkurzam się sama na siebie pajacując przed rodzicami obcych dzieci, jaką to niby supermamą jestem. Jak moje dziecko czeka "ładnie" w kolejce do ślizgawki czy na konika i jak dziękuje za ustąpienie miejsca. Kiedy jednak, przy innych matkach, trzepie mnie w łeb wrzeszcząc w szale i frustracji bo NATYCHMIAST chce na huśtawkę, która akurat jest zajęta, po prostu sobie nie radzę.

6. Odwieczne, nieśmiertelne "NO NIE BĄDŹ TAKI, PODZIEL SIĘ ZABAWKAMI". Powoduje ciarki, dreszcze, i sprawia, że mam ochotę uciekać. A może on/ona nie chce się podzielić? Może najbardziej na świecie lubi tę właśnie łopatkę i boi się, że jej nigdy nie odzyska? Jak będzie chciał to się podzieli.

Coś tam by się jeszcze znalazło ;). Oczywiście, że chodzimy na plac. Najczęściej ten przyżłobkowy, albo taki pomiędzy blokami, w których mieszkają starzy ludzie. Tam zawsze jest mało dzieci :) Uf!


Do miłego następnego! A. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz