czwartek, 17 marca 2016

inaczej.

Na co by tu ponarzekać - pomyślałam dziś przez chwilę po powrocie z pracy i za długo nie musiałam się zastanawiać. W mojej głowie milion pierdyliard sześćset tysięcy powodów z dzisiaj. Ponieważ byłam zbyt zmęczona, żeby je wszystkie wyliczać, postanowiłam, że skrócę sobie mękę i poszukam tych dobrych stron. Ufff, na szczęście jest ich zdecydowanie mniej !!! ;))) No, to co tam kochanieńcy dobrego u mnie? Otóż: ważę 60 kilogramów. Wagi tej nie pamiętam od czasów wczesnego studęctwa, a że ostatnio zdrowo się odżywiam i sporo ruszam, więc  jest to jakiś tam sukces. Widzę zarys swojej szczęki, a nie podwójną brodę - zatem mam sukces numer dwa. Trzeci - stać mnie na rodzynki i fistaszki. Kolejne powody do radości: dziś świeciło słońce, moje piękne dziecko było na spacerze z babcią, do tego babcia ugotowała zupę więc nie musiałam kminić co na obiad. Ogólnie babcia rozpieszcza nas tymi zupami, więc jest naprawdę ekstra w tym temacie. Przeszłam dziś naprawdę sporo na piechotę, umęczyłam się jak koń, co zaliczam do plusów, a teraz siedzę sobie z laptopem i delektuję ciszą, bo o 19:27 Ula już śpi. Od paru dni zasypia BEZE MNIE I MLEKA MOJEGO co uważam za sukces sukcesów, nad kolejnymi będziemy pracować. Nie muszę chyba wymieniać takich oczywistości że żyję, mam nogi, ręce,  super rodzinę i pełną lodówę. Naprawdę to doceniam. Zima się kończy, mam jeszcze 41 dni urlopu do wykorzystania, żyć nie umierać, mówię Wam! A u nas ostatnio dziewczyńsko :)





Do następnego! A. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz