piątek, 18 września 2015

lato było wyjątkowo piękne tego roku.

Ej, wiecie, że dziś jest ostatni piątek lata? Nie powinnam tego pisać...? Ale moje słowa i tak nic nie zmienią :) i tak przyjdzie jesień, wszystkich świętych, listopad, i Boże Narodzenie. A po drodze całe mnóstwo tych fajnych momentów o których myśli się myśląc o jesieni i zimie. Szuranie nogami w liściach, ciepły koc, gładki kasztan w kieszeni, grzyby, i gorące herbatki aż do posikania. Ok, trochę się zagalopowałam. Lato. Dziś ostatni weekend lata :). Jakie było? W sumie w większości przekiszone w domu z powodu upałów, trochę przekiszone u "dziadków" (PS też tak macie, że odkąd jest dziecko w domu, to osoby z waszego otoczenia nazywacie funkcjami w odniesieniu do dziecka właśnie?) -  z działkowaniem i  Niesulicami w pakiecie :), i z "momentami" z koleżankami (dzięki dziewczyny za biforek u Magdy, wspólne kino, rzucanie popcornem, imprezę na którą nie chciałam iść, a na której wybawiłam się za ostatnie parę lat, dzięki Emila za wspólne POMy po mieście w już  trochę większym składzie, i za wizytę u Ewy, dzięki Kama za czereśnie, Ola - za odwiedziny,  i Julita za mamowe spotkania - to wszystko było naprawdę super :)). Tego lata tradycyjnie zestarzałam się o rok, i wreszcie zaczynam się ze sobą naprawdę dobrze czuć. Wciąż drażni mnie buractwo i ludzka agresja, ale szybciej niż kiedyś potrafię otrzepać się z kurzu, gdy spotkam taką pastewną bulwę na swojej drodze. Tego lata ścięłam włosy zapuszczane nie tak długo, bo ze 4 lata, i wróciłam do pracy po bardzo długiej przerwie - roku i pięciu miesiącach. Fajne było to lato. A u nas ostatnio tak: :))











 Do następnego! :) A.