poniedziałek, 3 sierpnia 2015

ostatnia niedziela.

523 dni. Rok i pięć miesięcy. Tyle nie było mnie w pracy. Dziś wróciłam i żyję. Wstałam o 5:45 - przed wszystkimi trzema nastawionymi budzikami :).  Czułam się tak, jakbym szła do nowej firmy a serce telepało mi się w klatce. Dopóki nie usiadłam przy komputerze, przy znajomych ale trochę zapomnianych programach. To chyba jak z rowerem i pływaniem - raczej się nie zapomina. O rozstanie z Ulą się nie bałam, została ze swoim tatą, czyli najlepiej na świecie. A wczoraj była ta niedziela, którą chce się wykorzystać na 200 %, i była piękna, ciepła, sierpniowa, rodzinna, taka jak lubię.

PS Skarpety Ula zakłada sobie sama:
Do miłego zobaczenia :) - A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz