poniedziałek, 1 czerwca 2015

wakacje, roczek i popodróżna gorączka.

Jestem szczęśliwa, bo:
- po niemal dwóch latach przerwy udało mi się znów być nad polskim morzem (nie ma dla mnie bardziej relaksującego dźwięku niż szum Bałtyku, mogłabym się tam kisić jak śledź w solance tygodniami)
- byłam nad morzem z rodziną, żeby dziecko nawdychało się jodu, i takie tam... (do niedawna abstrakcja :))
- nad to morze dotarliśmy pociągiem, wróciliśmy, i żyjemy (nie całkiem w dobrym zdrowiu, ale jednak)
- podczas podróży przeżyliśmy nieoczekiwane zwroty akcji (zerwana sieć trakcyjna, koczowanie pod dworcem na zadupiu, komunikacja zastępcza i parogodzinne opóźnienie) i żyjemy :)
- w trzy osoby, na pięć dni, spakowaliśmy się w jedną torbę na kółkach i dwie podręczne, do tego wózek i jedzenie - i żyjemy :)
- pokłóciliśmy się nie więcej niż ze dwa razy ;)
- jedliśmy gofry i ryby
- opalałam się w stroju
- jestem mamą już od roku, żyję, i mam się dobrze
- jestem żoną już od pięciu lat - i żyjemy ;)








Potem był rodzinny roczek Uli u nas w domu, potem miała być imprezka dla paru znajomych berbeciów, ale się Ula rozgorączkowała bidula, nie służy jej chyba zielonogórski klimat tak jak nadmorski. Dzień Dziecka "świętowałyśmy" więc u doktora i dziś na spokojnie w domu.





:) A.

 

2 komentarze:

  1. Czyżby Kołobrzeg? My właśnie wróciliśmy z wakacji, z naszych pierwszych nad morzem z Zosia. Pewnie się gdzieś minęłyśmy na gofrach i rybie:-)
    Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kołobrzeg! - byliśmy w zeszłym tygodniu.Też pozdrawiamy :)

      Usuń