wtorek, 2 czerwca 2015

jestę czarodziejką.

Umiem ukoić ból buziakami i przytulaniem, i wyczarować obiad z tego co aktualnie jest w lodówce, czyli z niczego. Dziś było to:
Przepis:
Przegrzebujesz szafki, szuflady i lodówkę i znajdujesz:
- woreczek kaszy gryczanej
- szklankę kaszy jaglanej
- pół cebuli
- pół pęczka natki
- po garści liści bazylii i mięty (z balkonu)
- parę kaparów ze słoiczka
- ze dwie łyżki oliwy
- sól i pieprz
Wykonanie:
Kasze gotujesz w osobnych garnkach (zajmuje to ok 20 minut), w tym czasie kroisz cebulę i wszystkie zioła, podsmażasz cebulę na patelni z niewielką ilością tłuszczu, dorzucasz wszystkie zioła, po chwili ugotowane kasze, dosypujesz pieprz, mieszasz i gotowe :). Porcję dla rodziców można dosolić, maluchy jedzą wersję bez. Opcjonalnie można sobie dorzucić kilka kaprów, dodają kwaskowatości. Włala. Potrawa nie ma nazwy, roboczo mogą to być "Dwie kasze" ;))))

Teraz jeszcze tylko wyczaruję sobie kreację na wyjście z domu (bo od rana kisnę w dresiku), pieluchy (bo się kończą), pełną zaopatrzenia lodówkę (bo póki co dojadamy ciasta i babeczki z niedzielnych urodzin), trochę energii, makijaż i fryzurę. Kurczę, gdzieś mi się różdżka zapodziała :/

A.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz