piątek, 26 czerwca 2015

co tam u nas słychać.

Zauważyliście, że moje posty są coraz bardziej kompaktowe? Nigdy nie lubiłam się jakoś specjalnie rozpisywać, ale teraz wszystko robię jakoś tak bardziej "kompaktowo". Oszczędzam słowa, czas i niekiedy pieniądze ;). Dwie godziny teraz to zupełnie inne dwie godziny niż jeszcze trzynaście miesięcy temu. To naprawdę w ch** czasu. (ajm sori za przekleństwo). Mleczko do twarzy trzy w jednym to naprawdę ekstra wynalazek, podobnie jak mokre chusteczki nie-tylko-do-pupy. Obiady jednogarnkowe to moje ulubione dania. Jest git. I tylko jedna rzecz mnie boli. Przestałam lubić zakupy. Marzę o paru nowych rzeczach z wyprzedaży, tylko zwyczajnie nie chce mi się tam iść. Do tego focusa, do tego miliona sklepów, mierzyć, przebierać, zastanawiać się. Rozważam zakupy wyprzedażowe przez internet. Świat się kończy, serio.
W domu takie oto obrazki:







Są i straty (małe macki się dobrały do lampy):

A ja przeprosiłam się z maszyną do szycia. (po ponad roku urlopu, miesiąc przed powrotem do pracy - niezły zapłon, co?). Mąż chyba z wrażenia cyknął mi foty:



Wstępne efekty:










Jeśli się rozkręcę- będzie więcej :). (Te wszystkie poduszki w łóżeczku to taka ściema na potrzeby zdjęcia - oczywiście, że nie trzymam ich tam na co dzień. Po pierwsze - Ula by się już nie zmieściła, po drugie - wdrapałaby się po nich do góry spadając niechybnie na podłogę. Po trzecie kończę, bo dziecko zjada właśnie mojego piankowego laczka...) Ale długi ten wpis - trudno - raz, a dobrze.
A. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz