czwartek, 30 kwietnia 2015

jak się ogarnąć i (nie) zwariować.

Marzę o dniu w którym robię mnóstwo rzeczy i nie panikuję. Marzę o systematyczności i przewidywalności. Nie dla mnie grube akcje i ekstremalne przeżycia. Od czasu do czasu minimalny spontan byłby ok. Wystarczy. Chcę czasu na zabawę z Ulą i czasu na kawę dla mnie, czasu dla męża i ucieczki dla siebie. Marzę o regularnych wpisach na blogu i o dzienniku domowych wydatków, o jadłospisach na tydzień do przodu i zapełnionych kartkach w kalendarzu. O kontrolowanej nudzie też tak trochę marzę i fajnie jest bo parę z tych rzeczy zaczynam wprowadzać w życie.

Z innej beczki. Ula dostała się do żłobka. Mój mały berbeć, który dwa dni temu skończył ledwie 11 miesięcy, we wrześniu zostanie oderwany od matczynej piersi i wrzucony w społeczeństwo, całkiem małe i przyjazne, ale jednak zupełnie nowe i obce. Nie wiem jak to przeżyję, Ula pewnie ogarnie to lepiej ode mnie. Mam nadzieję :) Jednocześnie się cieszę i boję. Auuuuuuuuuu!

A.


sobota, 4 kwietnia 2015

całkiem miło

Moja poprzednia Wielkanoc była do bani, jakieś takie smuty i niesnaski. W tym roku wszystko jest inaczej. Jest Ula i tak naprawdę moje święta kręcą się wokół niej i naszej trójki. Nie chce mi się wyjeżdżać, więc zostajemy na miejscu. Nie bardzo chce mi się latać w Wielkanoc wieczorem po imprezach, jak to mieliśmy w zwyczaju, najfajniej tym razem we własnym ogródku. Chyba trochę skapcaniałam, ale te "kapcie" całkiem dobrze leżą.
Dziś tak na szybko, bo już prawie północ. Przede mną jeszcze parę nocnych pobudek, a o szóstej pewnie zadzwoni najskuteczniejszy budzik w naszym domu ;). Drogi czytelniku tego bloga - życzę Ci (i sobie) obrzydliwie miłych, do bólu słonecznych i rodzinnie nudnych Świąt Wielkanocnych. Mua!
A. :)