niedziela, 1 marca 2015

ulubieńcy lutego #2

Z "jutra" zrobiło się "pojutrze" czyli "dziś". Nieważne :). Ważne, że jest, wpis o niekosmetycznych ulubieńcach lutego - tadam!

 - moja capsule wardrobe - ubieranie się na jakąkolwiek okazję nigdy wcześniej nie było tak proste i bezstresowe, polecam wszystkim którzy nienawidzą godzinami wgapiać się w zawartość szafy; moja zimowa garderoba tutaj, a już niebawem pojawi się wiosenna :)

 - książka "Bobas lubi wybór" autorstwa Gill Rapley i  Tracey Murkett (wyd. Mamania) - mój absolutny niezbędnik w tym miesiącu, źródło wiedzy i porad na temat tego sposobu (BLW) wprowadzania stałych pokarmów do diety niemowlęcia; w sytuacjach kryzysowych również pocieszenie dla zdruzgotanej matki dziecka urządzającego protest na jedzenie niemal wszystkiego prócz jabłek i moreli :)

 - wygodna torebka (kupiona w sierpniu zeszłego roku w) - w lutym była ze mną non stop, i na codziennych zakupach w tesco, i na wieczornym "firmowym" wyjściu, i na walentynkowym weselu; mega uniwersalna, meega pojemna (pomieści zestaw do przewijania, stos zabawek, kilka gryzaków i moją kosmetyczkę z niezbędnymi pierdołami, (o której poniżej); jak dla mnie to zakup minionego roku.

 - kosmetyczka do torebki - kupiona w zeszłym roku pod wpływem impulsu, nareszcie znalazła swoje przeznaczenie. Ponieważ nie używam obecnie porfela, tylko małej lekkiej portmonetki, cała "portfelowa" zawartość walała się luźno po torebce, lub znajdowała się zamknięta w (o zgrozo) przezroczystym worku strunowym z ikei (swoją drogą te woreczki uwielbiam). Słabo się to prezentowało choćby przy kasie w sklepie, ale już po problemie. Wszystko elegancko w jednej kosmetyczce, i chusteczki, klucze i inne duperele wreszcie znalazły swoje miejsce. Czemu tak późno na to wpadłam?
- czarne szpilki (5th Avenue z Deichmanna)- wstyd się przyznać, chyba od studniówki (aż się boję liczyć ile to lat), nie miałam na nogach szpilek; w ogóle jestem fanką płaskich kłapciaków, balerinek, mokasynów i tym podobnych, ale przyszła pora i na mnie - w walentynki wybieraliśmy się na wesele znajomych, więc dzień (!) wcześniej zakupiłam upatrzoną wcześniej czarną klasyczną śliczną parę; wysokość może nie jest jakaś powalająca, chodzenia w nich nauczyłam się jeszcze w piątek wieczorem ("najważniejsze to prostować kolana" - poszłam za radą przyjaciółki) i w nowych szpileczkach przetańczyłam całe wesele; są śliczne i bardzo wygodne.
- czesanka i filcowanie - nowa zajawka o której możecie poczytać tutaj, chciałabym mieć wieczorami trochę więcej energii...

Do następnego! - A. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz