środa, 18 marca 2015

Trzy miesiące z BLW.

Dałabym sobie rękę uciąć, że od początków rozszerzania diety Uli upłynęło więcej czasu, do tego wpisu zabrałam się z myślą, że minęły już cztery miesiące (z matmy miałam zazwyczaj "trzy z dwoma" ale chyba dobrze liczę...), ale nie - od połowy grudnia do połowy marca - jak nic TRZY :). Ok, lubię trójkę, więc post o jedzeniu będzie teraz. Jeśli potrzebujecie inspiracji itp., to zapraszam do czytania a po informacje jak się do całości zabrać, odsyłam przede wszystkim do książki Gill Rapley.

PLUSY tej metody rozszerzania diety, które zauważam i bardzo ale to bardzo sobie cenię:

- nasze dziecko mając 9,5 mca je już praktycznie wszystko to co my (poza różnymi niegodziwościami jak słodycze, frytki z maca, itp...), a co za tym idzie, nie muszę przygotowywać osobnych potraw dla niej i dla nas (pod koniec gotowania odbieram do osobnego garnka porcję dla Uli a naszą dosalam);

- my jemy zdrowiej - ponieważ nie chce mi się gotować makaronów, ryżu, ziemniaków itp w dwóch osobnych garnkach dla niej i dla nas, po prostu zrezygnowałam z dosypywania soli do wody, wbrew pozorom warzywa bez soli też mają smak ;), jemy też więcej warzyw, kasz itp.;

- śniadania i obiadokolacje jemy (prawie codziennie z małymi wyjątkami) wspólnie całą rodziną, nikt nikogo nie karmi, więc każdy ma ciepłe na talerzu, każdy zajmuje się swoim jedzeniem i jest to bardzo plusowaty plus;
- Ula poznała już całe mnóstwo smaków, zapachów jedzenia, konsystencji potraw - może je dotykać i sprawdzać do woli - mam nadzieję że dzięki temu w przyszłości nie będzie bała się warzyw, owoców i innych "witaminek"

- od małego gryzie jedzenie wyrabiając sobie aparat mowy

- wyrabia sobie własny gust dotyczący jedzenia, może decydować o tym co i ile je, my dajemy jej wybór

MINUSY tej metody, które - owszem - są (chociaż nieliczne):

- bałagan to mało - wszechogarniający syf w trakcie posiłków, niechęć dziecka do śliniaków (wciąż szukam lepszych, mniej wkurzających...), strzelające łyżki, doszczętnie rozciapane i rozsmarowane wszystko co znajdzie się na tacy - to sprawia, że BLW to - przynajmniej na początku -  sport do uprawiania raczej w domowym zaciszu, wymagający sporej cierpliwości (mi jej czasem brakuje, ale wtedy ratuję się książką gdzie jest napisane, że to wszystko przejściowe i przypominam sobie o plusach :));

- kwestia zakrztuszenia/zadławienia - to stres na początku, ale jak pokazuje doświadczenie, dziecko z zakrztuszeniem samo świetnie sobie radzi - grunt to NIE PANIKOWAĆ - bo się niepotrzebnie przestraszy; po prostu nie należy zostawiać dziecka samego podczas jedzenia i trzeba pilnować, żeby jadło siedząc prosto;


PLUSOMINUS, który nie wiem właściwie do której grupy przyporządkować, bo mam w związku z nim mieszane uczucia:

- kwestia zaufania dziecku, że samo najlepiej wie, ile ma zjeść, że nie jest głodne, i wie czego jego organizm najbardziej potrzebuje - mam dość dużą potrzebę kontroli sytuacji, która daje mi poczucie bezpieczeństwa, no i przede wszystkim nie chcę zagłodzić własnego dziecka :) w BLW nie ma kontroli nad ilością - Ula zjada tyle, ile jej się podoba i nie ma opcji żeby ją nakarmić/zmusić do czegokolwiek - na początku trudno było mi się z tym pogodzić, ale po czasie wydaje mi się to wszystko naturalne i logiczne - wyrosła na mleku mamy, nie znając butelkowych podziałek, sama przystawia się do piersi i kończy posiłek gdy jest najedzona, ja nie mam bladego pojęcia ile tak naprawdę wypija tego mleka, więc dlaczego ze stałymi posiłkami miałoby być inaczej? ufam jej, że zjada tyle, ile potrzebuje, czasem jest to całe mnóstwo, czasem tylko odrobina, ale tak naprawdę nie wiem ile tego jedzenia wpada jej do brzucha - skoro jest radosna i nie wygląda na zagłodzoną, to wierzę, że odpowiednia ilość :)



Na zdjęciu obiad - penne z brokułowym pesto :)

PS przypominam, że nie jestem dietetykiem ani lekarzem, a powyższe spostrzeżenia dotyczą tylko moich doświadczeń, dlatego nie można ich traktować jako fachowej porady żywieniowej;

PS2 ponieważ BLW to też bardzo fajne wyzwanie kulinarne, być może niedługo pojawią się przepisy na proste, szybkie i zdrowe posiłki dla całej rodziny, które często wymyślam w biegu :);

Do miłego następnego! A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz