poniedziałek, 26 stycznia 2015

zajawka.

Na moim urlopie (hehe) macierzyńskim nie mam wcale aż tak wiele wolnego czasu jakby się mogło wydawać. Dzień nie jest z gumy a obowiązków sporo (spacer sam się nie zrobi, obiad nie ugotuje). Ale... od czego są noce?! Jak byłam mała zastanawiałam się, jak to jest, że rodzice chodząc spać tak późno i wstając skoro świt do pracy jakimś cudem żyją i mają się dobrze. Ano takim. Doszłam w tej całej zagadce do poziomu "rodzic" i już wiem że 5-6 godzin snu to bardzo dużo. W tym całym przypływie wolnego nocnego czasu zapragnęłam zrobić coś uroczego, co spodoba się może Ulce, ale tak naprawdę teraz chyba najbardziej podoba się mi :). Co może być bardziej uroczego od małego misia? Trzy małe urocze misie. Tak, wiem, oślepnę, dostanę krzywicy i kokluszu, ale co tam - są tego warte ;):





Misie powstają metodą filcowania na sucho. Póki co złamałam wszystkie zamówione na próbę igły, więc robię sobie chwilową przymusową przerwę. Ale to uzależniające, więc wrócą :).

Pozdrawiam - A. :)

czwartek, 15 stycznia 2015

wygrana.

Może to nie 17 baniek, ale jednak - trafiłam tróję w totka :). Pierwszy raz ever. Z tego co widzę dostanę za to 16 złotych, czyli odejmując cenę kuponu zostaje całe 13 PLN których nie zarobiłam, nie pożyczyłam, nie dostałam ani nie ukradłam, tylko wygrałam! Oł yeah, autentycznie się cieszę, serio :). Jakbym wygrała 17 milionów to pewnie byłabym przerażona, a tak po prostu się cieszę. Na co wydam wielką wygraną? Pewnie na gazetę z filmem, bo na to zawsze szkoda mi pieniędzy :).
A dziś w ogóle taki bardzo konsumpcyjny dzień. Wczoraj w nocy wpadłam na genialny pomysł, że może na szybko przygotuję dla Uli trochę mleka "na później", rano zadzwonię do Uli Babci, czy by mogła i zechciała... a sama cyk myk do focusa na wyprzedaże. Tadadadaaam, genialny plan się udał, Babcia - a jakże - zechciała jak najbardziej, więc z czarnym cieniem na powiece i bananem na twarzy poleciałam na autobus, wzbudzając zazdrość młodej mamy z parteru ("ale masz faaaaaaaaaajnie!"). No to dotarłam do focusa iiiii... dziwnie się poczułam, no wierzcie lub nie, chciałam wracać do domu! Jakoś tak duszno, i myśli w rodzaju "ja tu tak sama bez dziecka", że mi się nie należy i coś w tym stylu. Szybko jednak otrzepałam się z kurzu i ruszyłam w zakupowy szał. Obkupiłam się nieźle, nie powiem, ze nie. Wszystko w jednym sklepie, jeszcze tylko na chwilę do dziecięcego plus standardowe zakupy w rossmanie i rura do domu. Nie było mnie jakieś dwie godziny z hakiem, a czułam się jakbym wyparowała z domu na całą wieczność. Wniosek jest taki, że muszę częściej wychodzić sama bez Uli. To może kino next week? :)

PS to jeszcze rzut okiem dzisiejsze łupy. Każdemu według potrzeb ;)
pozdrawiam - A. :)

środa, 14 stycznia 2015

sprawy organizacyjne ;)

Hej, wiem że tu jesteście :). Zaczynam się zastanawiać czy nie zmienić nazwy bloga na "szara sowa", bo jak tak patrzę na posty, to dominuje w nich nurt ponuro-narzekacki o lekkim tylko zabarwieniu humorystycznym. Dajcie znać w komentarzach, czy może chcielibyście czytać jednak również o czymś innym? (mam na myśli więcej recenzji, malowideł, kosmetyków, wystrojów i tym podobnych szafiarskich i lajfstajlowych klimatów? - takie też od czasu do czasu chodzą mi po głowie). Bo jak nie dacie znać, to po prostu poużywam sobie tu do woli i zaleję bloga swoimi smołowatymi myślami. Tak - to JEST szantaż :).

Dobrej nocki - A.

czwartek, 8 stycznia 2015

do przodu.

Matko - jeśli myślałaś, że mając miesięczne, trzymiesięczne, czy nawet półroczne dziecko masz przerąbane - o, jakże się myliłaś! Mimo wszystko było to dziecko leżące. Dziś, po siedmiu miesiącach i dwóch tygodniach mamowania już wiesz, że wtedy miałaś wakacje. Mogłaś sobie na luzie ogarnąć łazienkę, mogłaś sobie ubabrać ręce w mięchu i na spokojnie skończyć formowanie kotletów a wznosząc się na wyżyny (zdrowego) egoizmu posiedzieć sobie z 5 minut na kibelku. Aleeee, wszystko co dobre szybko się kończy, bo oto - matko - masz w domu dziecko raczkujące. Przeurocze i przewzruszające - naprawdę! Ale jednak -  wyżerające włosy z dywanu i igliwie z choinki, ciągnące za kable, zwiedzające kuchnię... To już, matko. Nadszedł ten moment, kiedy musisz na swój dom spojrzeć z poziomu podłogi. Tadadadam. Jest i nagroda, bo dziś pierwszy raz dziecko do ciebie przyszło :))))).

Pozdrawiam - wzruszona, pękająca z dumy i przerażona - A. :)