środa, 31 grudnia 2014

"Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" - recenzja książki.

Dziś sylwester a ja lecę do Was z recenzją... tak się składa że poprzedniej nocy miałam wenę żeby coś tam skrobnąć na temat książki, która niedawno wylądowała u mnie na półce. A poza tym długa noc przed nami, więc być może pojawi się jeszcze jakiś podsumowująco-planujący wpis. Póki co - recenzja :)


Trudno napisać mi rzeczową recenzję książki Radzki. Musiałabym odrzucić wszystkie szczegóły, które ten rzeczowy ogląd zaburzają: to, że pochodzi z mojego miasta (ach, ten lokalny patriotyzm!), to, że jest siostrą mojej kumpeli (czy kumpeli nie będzie przykro jak napiszę coś brzydkiego?), to, że  regularnie oglądam jej kanał na youtubie (chcę ocenić książkę, a nie słodzić lub oczerniać kierując się sympatią lub antypatią do jutubowej Radzki). Takie dylematy :). Ok, zakładamy, że nie ma żadnych pobocznych przeszkód i jedziemy.
"Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak podkreślić ubiorem swoją urodę, znaleźć atuty sylwetki, zatuszować niedoskonałości i świadomie dobierać ubrania idealne - koniecznie kup tę książkę" - pisze wydawca na okładce. A jak to się ma do treści książki i poszczególnych rozdziałów? - sprawdzamy:
-Kolory - podobnie jak Radzka przy doborze stroju, tak i ja w makijażu nie uznaję podziału na pory roku, faktem jest jednak, że jednym pasują odcienie ciepłe, innym zimne, i w tym rozdziale znajdziemy podpowiedź, jak dobierać kolory by nie wyglądać w ciuchach na przykład trupioblado. Przydatne, choć niezbyt odkrywcze dla kogoś, kto choć trochę się tą tematyką interesuje.
-Historia mody XX wieku w pigułce -  mało, mało i jeszcze raz mało! Cudny temat, według mnie mógłby być bardziej rozwinięty. Więcej ilustracji, zdjęcia strojów z minionych dziesięcioleci, więcej informacji na temat projektantów tworzących w danym nurcie - oddam część rozdziału o kolorach za więcej stron historii mody. Jak dal mnie jeden z najbardziej interesujących rozdziałów w książce. I tu polecę totalnym sucharem - przecież to, co nosimy teraz, zawdzięczamy temu, co już było. No, ale taka prawda ;).
-Ściąga - ciekawostki na temat strojów i dodatków, które znają chyba wszyscy. Kto nie miał nigdy w życiu choćby jednej podróby niubalansów, rajbanów, szanelki, celinki, czy słynnego trencza - ręka w górę. Nie widzę :), no właśnie - w tym rozdziale dowiemy się skąd się te wszystkie słynne inspirujące fasony wzięły. A ja lubię ciekawostki.
-Sylwetki - najobszerniejszy rozdział w książce, oczekiwałam, że pomoże mi zrobić czystki w szafie, powie konkretnie co, jak i z czym, a czego absolutnie nie, i... trochę mnie rozczarował, bo nie potrafię określić swojego typu sylwetki! Jest tabelka z informacją jak się mierzyć, i jakie wymiary przypasować do danej kategorii. Tylko, że ja nie pasuję do żadnej konkretnej, bo jestem gdzieś pomiędzy klepsydrą a chłopięcą modelkową, więc albo jestem krzywusem, albo brakuje mi sylwetek mieszanych/pośrednich. Dziewczyny, jeśli tylko potraficie się wpasować w którąś z proponowanych - ten rozdział jest dla Was.
-Mity - ekstra rozdział, i pamiętajcie - NIGDY biały biustonosz pod białą bluzkę :). 
-Złota 13 - przydatne, pociesza mnie fakt, że większość z tych musthave'ów mam już w swojej szafie; od nieśmiertelnej, wałkowanej po tysiąckroć, oklepanej i oczywistej małej czarnej Radzka na szczęście się odczepiła (choć mam ze dwie na wieszaku :) ).
-Dress Code - ok, przyznaję, że na ten temat nie miałam zielonej pojęcia - pracuję w miejscu, gdzie sztywne zasady dotyczące ubioru nie obowiązują, ale chętnie poczytałam i już wiem, z czym to się je.
-Materiały, czyli niech przemówi metka - i tu kolejny rozdział, który nie przysporzył mi wiedzy, ale ją usystematyzował. Kto nie ma pojęcia o rodzajach tkanin to znajdzie wszystko, co potrzeba, by nie pogubić się czytając metki na ubraniach.
-Zakupy on-line - dla mnie ten rozdział na tę chwilę mógłby nie istnieć, bo prawie nigdy nie kupuję ubrań przez internet. Wolę pójść, przymierzyć, popatrzeć, dotknąć, nie czekać na przesyłkę, tylko mieć ciuch od razu. Ale może kiedyś...Partnerem książki jest sklep internetowy z ubraniami, rozumiem, że to element współpracy. Ale informacja, że muszę mieć dostęp do internetu, by kupować on-line - ej, noo ;).
Trochę się podoczepiałam. Na szczęście książka to nie tylko treść, ale i szata graficzna. Ta kupiła mnie od razu! Twarda okładka, ekskluzywny papier, milion zdjęć, dające po oczach kolory i ilustracje rodem z Miami. Chcę ją oglądać, oglądać, oglądać...
Wiadomo, w każdej szanującej się recenzji musi się znaleźć słowo "REASUMUJĄC" :). Przyznaję, że książkę Radzki kupiłam, bo uwielbiam jej filmiki. Śledzę cykl sylwetkowy, ikony i wszystkie inne, i może dlatego zawartość tej książki to dla mnie za mało? Z drugiej strony - może znajdą się odbiorcy, którzy jutubowej Radzki nie znają, a potrzebują podstaw i modowego poradnika? Tak, to mógłby być strzał w 10tkę. Jeśli mam określić, czy warto wydać 44,90 PLN na książkę Magdaleny Kanoniak "Radzka Radzi: Tobie dobrze w tym!", to odpowiadam: warto. Choćby dla samej szaty graficznej, która według mnie jest wydawniczą perełką, i dla niewydumanego, przystępnego języka jakim jest napisana (jakbym słyszała Radzkę mówiącą do mnie z komputera). Dla mnie tak książka to jednak "gadżet" i bardziej dodatek do youtuba, niż podstawa podstaw. Ale czy gadżeciarstwo to coś złego? Eee, nie :). 



To się dopiero rozpisałam... Wybaczcie tę edytorską nieudolność i bawcie się dziś szampańsko! A. :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz