sobota, 27 grudnia 2014

normalnie.

To były Święta pod każdym względem wyjątkowe. Wzruszające. Pierwsze z Ulą. Rodzinne. I... bardzo męczące :). Cieszę się, że już po. Lubię to rodzinne zamieszanie, ale najbardziej na świecie uwielbiam mój domowy SPOKÓJ, kiedy można na spokojnie, pod kocem, w nieświątecznych leginsach i wczorajszej skarpetce (trzeba oszczędzać czyste - nie ma jak zrobić prania, wszak w stałym miejscu suszarki stoi teraz choinka!). 
I Gwiazdor był w tym roku miłosiernie bogaty. Z tego miejsca, za wszystkie pieczołowicie po nocach zawijane pakunki, i za ich zawartość raz jeszcze serdecznie dziękuję.

PS Ludzie, sprawdzam czasem statystyki tego bloga, bo jestem ciekawa czy ktokolwiek go czyta. Wyobraźcie sobie, że w Wigilię zajrzały tu 73 osoby. 73! Może dla wprawionych w blogowaniu szafiarek i innych blogowych celebrytek byłoby to pierdnięcie meduzy, ale dla mnie to szok! Ja chyba nawet tylu osób nie znam :) a w normalnym życiu codziennym kontaktuję się może z trzema, w porywach czterema :). Tym bardziej dziękuję, że gdzieś pomiędzy barszczem a karpiem chciało Wam się. Naprawdę, wzruszyłam się :).

Do następnego! A. :)


1 komentarz: