niedziela, 30 listopada 2014

zgryz.

Jakoś tak wychodzi, że wracam tu zwykle gdy dopada mnie kwaszota, kiedy mam zimne stopy, po nocach śnią się wzburzone morza a sennik w internecie straszy ciężką walką. I ponieważ wśród ludzi z którymi przebywam tuż obok, mijając się czy to w przedpokoju, czy w drodze do sklepu, nie chcę wyjść na zupełną deprechę, to po cichaczu chowam się tu, gdzie mogę bezkarnie wylać gorzkie żale. W końcu to moja przestrzeń, nie? Dziękuję, już mi trochę lepiej. Taki to jakiś czas, że szaro na dworze i szaro w głowie. Sił dodają dwa szczęścia. Duże i małe. O dużym za wiele nie napiszę, po prostu ekstra, że jest. A małe właśnie skończyło 6 miesięcy, jest przepiękne, przemądre i przecudowne. Wystawia język, szuka zębów, turla się i pełza, budzi się w środku nocy gotowe do zabawy a w dzień nie śpi prawie nic, uwielbia się przytulać, ale tylko przez dwie sekundy, potem potrzebuje już własnej przestrzeni. Krzyczy, piszczy, śpiewa, wypełnia sobą każdą sekundę dnia, i coraz bardziej wprawia mnie w osłupienie, że ja, antydzieciowy zupełnie człowiek, potrafiłam aż tak oszaleć. :)

A.

1 komentarz:

  1. Koniec i bomba, a kto nie wierzy ten trąba!

    OdpowiedzUsuń