sobota, 6 września 2014

co tam u mnie słychać.

Po pierwsze. Padam na twarz. Serio, jestem mega zmęczona. Rano słysząc "auu", "auuu" z łóżeczka obok, błagam o jeszcze 5 minut snu. W dzień zabieram dziecię do łazienki, żeby móc ją posprzątać, a potem się umyć. Chodzę na superdługie spacery i czuję jak nogi w wchodzą mi w d*** i z dnia na dzień stają się coraz chudsze. Po trzech miesiącach mamowania dochodzę do perfekcji w robieniu rzeczy jedną ręką (prawą mieszam w garze, lewą jednocześnie bujam wózek). Wieczorem nie mam siły na nic, nienawidzę filmów dłuższych niż półtorej godziny i ledwo znajduję chęć na bloga. Mam wyrzuty sumienia, że oprócz mamowania nie robię nic. Przez trzy miesiące nie tknęłam kufra do makijażu (poza jednym niespodziewanym mejkapem dla O.), nie ruszyłam rękodzieła, nie przeczytałam żadnej książki, która nie byłaby poradnikiem dla rodziców. I chyba trochę się nad sobą użalam. Po drugie. Mam zarąbiste dziecko :) Skończyło trzy miesiące (!) i jest naprawdę baaaaaaaardzo kumate. No ok, może nie umie jeszcze trafić smoczkiem do buzi, i ślini się niemiłosiernie, ale - jak pokazuję jej listek i mówię że to listek to ona na ten listek się patrzy. O. Inny przykład - wymusza, terroryzuje, gra rozpacz - idealny przykład życiowego ogarnięcia. Przecież, żeby wymuszać, terroryzować i "rozpaczać", trzeba wiedzieć o co się walczy i wiedzieć jak stosować te wyrafinowane techniki. Zrobi wszystko by nosić ją na rękach. Po trzecie. Marzą mi się porządki w szafie. Żebym mogła wszystko rzucić na łóżko i na podłogę, przebierać, segregować, składać, przymierzać i tworzyć sobie super jesienne zestawy. Ale... (tu wróć do punktu pierwszego). Po czwarte. Za nami wakacje - dużo się działo, a byłyśmy między inny na parę dni.... u dziadków! :) Ula spała na moim dawnym wyrku.
Przybyła też Uli kolejna koleżanka, czyli wszyscy już są :). A ja idę spać, bo przeciez zaraz wstaje mały głodomór. Do następnego!
A.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz