sobota, 23 sierpnia 2014

nieeeeeeeee!

...czyli ulubione słowo mojej córki. Słowo u niespełna trzymiesięcznego niemowlęcia? Otóż tak. Powtarzane często i chętnie, połączone z wykłócaniem się o swoje, buntem i pokrzykiwaniem na mamę. Już wiem, że to dziecię da mi popalić :). Prawda jest taka, że dopóki nie miałam Ulki, uważałam niemowlęta za istoty - przepraszam - lekko przygłupie. Leżą i patrzą, ślinią się i beczą kiedy są głodne. To wszystko - myślałam. Nic bardziej mylnego, chociaż powyższe czynności to wiadomo - podstawa. Ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że niemowlęta to jednak "normalni ludzie", kumaci, z lepszymi i gorszymi dniami, łapiący w lot o co ci chodzi i odpowiadający na twoje pytania choćby prostym "yyym". Odkąd jest Ulka już nie jestem sama w domu, i z ciężkim sercem odkładam ją w dzień do łóżeczka. Widzę przecież, że jest towarzyska, więc jak mam ją tam zostawić samą? Patrzy na mnie niebieskimi ślipiami a dyrektorskim paluszkiem pokazuje "ani mi się waż!" Siedzimy więc razem w dużym pokoju, ona w "małpie" (bujaczku), a ja na kanapie, bądź razem sobie siedzimy. Przytargałam do dużego i matę edukacyjną i stertę zabawek, bo przecież nie będzie tam siedziała sama.
PS Ula przeżywa już drugą wielką miłość w życiu. Po Panu Pandzie przyszedł czas na pięknie szeleszczącego  Liska. To jest LOVE!


A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz