wtorek, 12 sierpnia 2014

Chrzest.

Piękny to był dzień - 10 sierpnia 2014. Choć dla mnie odrobinę nerwowy. Czemu ja się tak stresowałam? Nie mam pojęcia, ale być może dlatego, że to pierwsza taka uroczystość i impreza, za którą byłam w pełni odpowiedzialna. To ja tam byłam mamą, czyli jakby szefem, a szefowanie to jednak nie do końca moja bajka. W każdym razie - nasza córcia należy już do katolickiego grona, a obrzęd w kościele nie zrobił chyba na niej najmniejszego wrażenia. Częste mycie jej włosów nie poszło na marne, bo nad chrzcielnicą miała dokładnie taką samą minę jak nad wanienką, a jej szeroko otwarte oczy wyrażały coś w stylu: "już mnie kąpią? tak w dzień? w ubraniu?". No to wykąpali - ksiądz zmył przy okazji wyczesanego przeze mnie na głowie Ulki stylowego irokeza, a ona jakby nigdy nic kręciła sobie palcem loka za uchem. Ou jee:) Ja przy okazji zaliczyłam wpadkę, kiedy mieliśmy powiedzieć zgodnym chórem"wierzymy", ja - zagadana szatańsko przez męża mego cudownego, wypaliłam na głos "wyrzekamy się". Grunt, że chrztów było tego dnia chyba z dziesięć, i moje fopa rozmyło się w tłumie. Potem z 600 zdjęć, obiad, deser i do domu :). A w takie cudowności była ubrana córcia nasza w tym ważnym dla niej dniu :) :

Do następnego :) A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz