poniedziałek, 28 lipca 2014

dwa.

Dwudziesty ósmy lipca dwa tysiące czternastego roku - od dwóch miesięcy jestem mamą. Czy supermamą? - raczej nie-e. Czy dobrą mamą? Pewnie wystarczająco dobrą dla mojego dziecka. Taką mam nadzieję, choć łatwo stracić pewność siebie. "Nie ubierasz czapeczki? Zimne ma stópki - może załóż skarpetki. Nie dopajasz herbatką? To co ona pije???" - pytają ci, którzy życzą jak najlepiej, a ja te komentarze biorę sobie pewnie za bardzo do serca... Chcę jak najlepiej, czasem pewnie za bardzo i tak sobie myślę, że Ulce chyba w sumie niewiele potrzeba. Najważniejsze - mama z cyckiem i czysta pielucha, zaraz po nich - miłość i tego też ani trochę nie brakuje. Ciuszki, sruszki, popierdółki, to tylko dodatki, dzięki którym ja - ze swoją potrzebą kontroli i paniką, gdy trzeba improwizować - czuję się lepiej :). Jak minęły nam te dwa miesiące? - baardzo szybko, i cały czas mam w głowie emocje z porodu - dobrego porodu - ale o tym być może kiedy indziej :) Wiem już na pewno, że Ula mnie poznaje, wiem też, że mnie testuje. Nieopisana histeria gdy po dłuższej chwili noszenia odłożę ją do łóżeczka to próba sił dla niej i dla mnie. Raczej się nie daję - no, może czaseeem ;) Uwielbia obserwować świat znad maminego lub tatusiowego ramienia. Uśmiecha się pełną (bezzębną) gębą i macha szaleńczo rekami i nogami na znak radości. Uwielbia karuzelkę (mała rzecz, a cieszy), no i wyje jak wilczek a jej radosne "aaaaaałuuuuuu" o poranku to najpiękniejszy dźwięk na świecie. Dobra, koniec tego bajdurzenia bo zaczęłam pisać jak zakochana w swoim dziecku matka-wariatka ;). Do nastepnęgo!
A dziś rodzi się koleżanka Uli :) trzymamy mocno kciuki za Rodziców i Córeczkę!

A.

czwartek, 17 lipca 2014

Rodzina.

Mam wspaniałą :) Od 7 tygodni - skład trzyosobowy. Mąż. Nie lubi za bardzo afiszować się w internetach, więc napiszę tylko, że dziękuję, i że gdyby nie on to nie wiem co. Córcia. Wydaje mi się, że pasuje tu tak dobrze, jakby była od zawsze, a z drugiej strony nie wierzę, że jest już z nami tyle tygodni. Piękna, mądra, silna, pogodna, charakterna... :D Kurczę, takie to wszystko wokół niej majestatyczne i zarazem zwykłe, że aż nie wiem co napisać. Pozmieniała wszystko, poodkrywała nieznane dotąd pokłady uczuć i emocji, a teraz smacznie sobie śpi na brzuchu i oddycha (sprawdziłam, ze dwa razy w ciągu ostatnich kilkunastu minut...). Ja - żona i mama. Auuuu i tu się dopiero zacznie ;). Powoli wracam do sił po (całkiem dobrym) porodzie i czasem nie poznaję siebie. Zniknęły ciążowe obawy. Pojawiły się uczucia, których nie jestem w stanie objąć rozumem - na ogół wielka radość i spokój, czasami frustracja i zmęczenie i słabość człowieka. Choć WSZYSCY twierdzą, że córa to skóra zdjęta z ojca, to ja i tak widzę że jest do mnie podobna :). Potrafię karmić, przewijać, nosić, pielęgnować, odkrywam moc bliskości dzięki chustonoszeniu, przeżyłam - ledwo, ledwo - pierwsze szczepienia, i nade wszystko kocham niemowlęcy zapach. Znajduję czas na prysznic, makijaż, i pomalowanie paznokci, do wyczynów zaliczam samotne zakupy, zrobiłam dżemik z truskawek i upiekłam ciasto, odkryłam też, że kawa (zbożowa...) na zimno nie jest wcale taka zła... :] Zaczynam kumać, które "łeee" znaczy "jeść!", a które "jestem zmęczona!". Chcę wierzyć, że mnie poznaje i że wie na pewno, że ja to ja, i chcę umieć wybaczać sobie, gdy czasem w tym całym domowym bajzelku powinie mi się noga. 
Moja rodzina jest super, a wokół babcie, dziadek, ciotki i wujkowie i mnóstwo odwiedzin z których cieszę się przeogromnie, chociaż w ciąży trochę się ich bałam :)












:) do następnego! A.