czwartek, 15 maja 2014

łupy z kiermaszu.

Trwa tydzień bibliotek, a u nas w Norwidzie tradycyjnie kiermasz książek. Na ostatnich nogach podreptaliśmy sobie we dwoje z Ł. (no dobra - podjechaliśmy MZK :)) do biblioteki popatrzeć co tam mają ciekawego. Na dzień dobry - telewizja, która zaprosiła mnie na "setkę", była więc okazja by przed kamerą polansić się trochę na książkowego mola i intelektualistę, a potem można już było pobuszować. Wybór spory, ceny w porządeczku, mogłabym kupić duużo, ale zdrowy rozsądek podpowiedział żebym wzięła dwie :). Po pierwsze - klasyk dla dzieci, czyli "Na jagody" Marii Konopnickiej. Wydanie z 1980 roku, z przepięknymi ilustracjami Zofii Fijałkowskiej. Będzie co czytać dziecięciu przed snem. A kosztowała całe 2 złote:



Do tego coś dla mnie, czyli "Igłą malowane. Mały album modnych haftów" Jadwigi Turskiej. Książka również za parę złotych, skradła moje serce ilością wzorów pokazanych w środku. Chcę spróbować swoich możliwości, zobaczymy co z tego wyjdzie:



Prawda, że piękne?
Do następnego!
A. :)



poniedziałek, 12 maja 2014

ostatnia prosta.

38 tc dobiega końca, co oznacza, że "jestem w terminie", a do przewidywanego terminu porodu zostały równo dwa tygodnie. Teoretycznie dziecię jest już gotowe do wyjścia i teraz spędza miło czas obrastając tłuszczykiem i pasąc goloneczki. Ostatnia wizyta u lekarza za nami, na koniec parę małych psikusów zdrowotnych, ale myślę że do opanowania. Przed nami ostatnie badania krwi, ktg w szpitalu i czekanie, czekanie, czekanie... Można się już pokusić o małe podsumowania minionych 9ciu miesięcy. Po pierwsze - minęły mi MEGA szybko, i mam wrażenie, że dopiero co dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a tu już nowy człowiek może się w każdej chwili pojawić na świecie. Ostatni tydzień trochę się ślimaczył, i myślę że tak będzie już do końca, ale przetrwam :) Wkradła się też nerwówka i prawdę mówiąc ze strachu mam pełne gacie i cały czas się zastanawiam, czy aby na pewno się nadaję i jak sobie poradzę w tym byciu mamą, chociaż na takie rozkminki jest już raczej za późno ;), przeszło mi też przez myśl, żeby się wycofać, no ale też się nie da :). Poza nerkowymi przygodami na początku ciąży, i małym alarmem w siódmym miesiącu, fizycznie na ten stan nie mogę narzekać. No ale coś za coś - hormony nieźle dały o sobie znać, i tego co dzieje się w głowie chyba nie chciałabym powtarzać, chociaż to pewnie kwestia predyspozycji, a taki typowy nadwrażliwiec jak ja nie ma lekko. Co do wagi - nie narzekam, i chociaż czuję się jak słoń, wieloryb, czy jak tam jeszcze mówi się na ciężarne - do przodu mam "ledwie" 13 kilogramów - nie jest źle! Ogólnie - nie czuje się rozanielona, ani nie spadła na mnie żadna wiedza tajemna, nie unoszę się ponad chodnikami, nie doznałam też żadnego cudownego oświecenia (tak, tak - tak to sobie kiedyś wyobrażałam). Nie zmienia to jednak faktu, że już nie mogę doczekać się naszego dziecięcia, i bardzo, bardzo chcę już je przytulić i poczuć. 
Organizacyjnie - jesteśmy gotowi. Kącik dziecięcy czeka, komoda wypchana gadżetami i ubraniami, łóżeczko pościelone (a to dzięki umiejętnościom Babci Krysi czyli mojej mamy, która się tak postarała i ładnie wszystko poszyła - dzięki mamo!):






Torby do szpitala spakowane czekają na podorędziu, podobnie jak fotelik i ubranie na wyjście, które dostarczy Tata Dziecięcia, gdy już będą nas wypisywać:

Fura gotowa do odjazdu:
A to nasi towarzysze ostatnich dni:

I na deser my, jeszcze w dwupaku :)

Aaaaaaaaaaaaa! To już niedługo, trzymajcie za nas kciuki :)
A.