piątek, 4 kwietnia 2014

wiekopomna chwila.

Końcówka 33 tygodnia i wreszcie jest - takie jak chciałam - białe i śliczne i koniecznie urocze - łóżeeeczko. Poskręcane ręcyma męża mego wspaniałego, może już czekać na dziecię i wietrzyć się do maja. Wyprawka pomału nabiera kształtów i naprawdę trudno mi zachować zdrowy rozsądek przy zakupach. Ale naprawdę staram się trzymać listy ze szkoły rodzenia. Po drodze pojawia się full pytań: jaki materacyk, jaka koszula do porodu, czy wystarczy śpiochów, czy może jednak nie...? Do zrobienia w domu jeszcze parę rzeczy, codziennie po troszeczkę, żeby nie przeholować. Dziecię już głowę trzyma sobie w dole, a według położnej leży póki co brzuchem do góry (zupełnie jak mama na ćwiczeniach). Jeśli wierzyć ludowym mądrościom, chyba będzie włochate, bo zgaga od paru dni męczy mnie niemiłosierna (w życiu nie miałam zgagi!). Młodzież już trochę mniej ruchliwa niż jakiś czas temu, ale to zrozumiałe - w środku ma coraz mniej miejsca, a mi się wydaje, że mój brzuch osiągnął już swój maksymalny rozmiar i dalej nie drgnie. Pewnie się zdziwię. Kopniaki jak już są to całkiem konkretne, a moje prawe żebro to idealne miejsce by umieścić tam stopę. Ale nie narzekam, oby tylko takie "niedogodności" mnie spotykały. Póki co fotka ze skręcania łóżeczka (po wyjęciu z kartonu wydawało mi się jakieś mega małe, myślałam, że coś pomylili w tym sklepie i wpadłam w lekką panikę, po złożeniu - normalne, a po wstawieniu do sypialni stało się nagle ogromne).

Do miłego następnego!
A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz