niedziela, 13 kwietnia 2014

palma.

To, że mi odbiła na punkcie dziecia i wszystkiego co z nim związane - to jedno, a że zrobiłam sobie własną na okoliczność dzisiejszego święta - to drugie. Bukszpan, bazie i kokardki - wiele nie trzeba, a z taką własnoręcznie ukręconą idzie się o wiele milej niż z kupną. To moja:

Z wielkanocnymi hendmejdami w tym roku nie poszalałam, tematy wyprawkowe zajęły mi głowę zupełnie. Ale w ramach dekoracji (w sumie bardzo neutralnej i całorocznej) stanęły wianki:

Do tego trochę jajek i bukszpanu w doniczce, no i mój faworyt - porcelanowe zajączki, które kiedyś upolowała dla mnie mama:
A na witrycne wianki z gałązek:
Jest jeszcze wianek w kuchni, pozostałość z zeszłego roku, ale zapomniałam obfocić :) I to by było na tyle w temacie wielkanocnym na dziś. Zaraz posieję rzeżuchę, za tydzień będzie jak znalazł. A z nowości w tematyce dzieciowej - maluszek rośnie jak na drożdżach, waży już całe 2100 gramów, i jak na swój wiek jest wagowym przeciętniakiem. Gadżetów w domu przybywa, a Tata z Wujkiem, ku uciesze Mamy, załatwili we dwóch temat wózka. Co z tego wyniknie - zobaczymy niebawem :)

Do miłego następnego!
A.




piątek, 4 kwietnia 2014

wiekopomna chwila.

Końcówka 33 tygodnia i wreszcie jest - takie jak chciałam - białe i śliczne i koniecznie urocze - łóżeeeczko. Poskręcane ręcyma męża mego wspaniałego, może już czekać na dziecię i wietrzyć się do maja. Wyprawka pomału nabiera kształtów i naprawdę trudno mi zachować zdrowy rozsądek przy zakupach. Ale naprawdę staram się trzymać listy ze szkoły rodzenia. Po drodze pojawia się full pytań: jaki materacyk, jaka koszula do porodu, czy wystarczy śpiochów, czy może jednak nie...? Do zrobienia w domu jeszcze parę rzeczy, codziennie po troszeczkę, żeby nie przeholować. Dziecię już głowę trzyma sobie w dole, a według położnej leży póki co brzuchem do góry (zupełnie jak mama na ćwiczeniach). Jeśli wierzyć ludowym mądrościom, chyba będzie włochate, bo zgaga od paru dni męczy mnie niemiłosierna (w życiu nie miałam zgagi!). Młodzież już trochę mniej ruchliwa niż jakiś czas temu, ale to zrozumiałe - w środku ma coraz mniej miejsca, a mi się wydaje, że mój brzuch osiągnął już swój maksymalny rozmiar i dalej nie drgnie. Pewnie się zdziwię. Kopniaki jak już są to całkiem konkretne, a moje prawe żebro to idealne miejsce by umieścić tam stopę. Ale nie narzekam, oby tylko takie "niedogodności" mnie spotykały. Póki co fotka ze skręcania łóżeczka (po wyjęciu z kartonu wydawało mi się jakieś mega małe, myślałam, że coś pomylili w tym sklepie i wpadłam w lekką panikę, po złożeniu - normalne, a po wstawieniu do sypialni stało się nagle ogromne).

Do miłego następnego!
A.