niedziela, 9 lutego 2014

pizza i medal - na plus.

Kto mnie zna, ten wie, że lubię sobie wkładać zmartwienia i smuty do głowy, zupełnie niepotrzebnie. Niedziela okazała się smutogenna, ale wiadomo, trzeba znaleźć w niej coś, co uratuje dzień. Pogrzebałam, poszukałam i znalazłam. First - złoty medal Kamila Stocha w Soczi :) Tak jest, skokami jaram się od pamiętnych czasów małyszomanii, i choć przyznam, że nie zawsze jestem na bieżąco z wynikami w pucharze, to dziś wieczorem Kami Stoch wlał miód na moje serce. Kocham skoki i nic na to nie poradzę, a olimpijskie złoto Polaka jeszcze tę miłość podsyca. Po drugie - pizza. Dziś międzynarodowy dzień pizzy, więc nie zabrakło i mojej własnoręcznie ukręconej. Ciasto robione jak zazwyczaj na oko ( u mnie akurat dziś to 1 szkl. ciepłej wody, 1,5 szkl. mąki, około 1/3 kostki drożdży, łyżeczka cukru, szczypta soli i "gul" oleju), wyrosło nadzwyczaj dobrze:
rozciągamy na blaszce i formujemy pizzę:
dodajemy sosik (koncentrat pomidorowy wymieszany z wodą, suszonym oregano, rozgniecionym czosnkiem, solą i pieprzem):
i na wierzch dodatki (ja położyłam ser, paski szyneczki i kapary, a po upieczeniu pomidorki i sałatę rukolę). Dobrze, że zrobiłam zdjęcie zanim prawie cała zniknęła.. omnomomom :)
Proste i szybkie, a bardzo pycha.
Miłej końcówki niedzieli!
A. :)




czwartek, 6 lutego 2014

Łupy

Przegoniłam strachosmutki i wracam do życia. Co pomaga? Oczywiście, że zakupy. Jeśli chodzi i wyprzedaże w tym roku to szału nie ma. I tak nie upolowałam tego, co chciałam, tzn. porządnego rozpinanego swetra - jakaś bieda w tym temacie, ale na otarcie łez coś tam i tak się znalazło. Praktycznie wszystkie moje zakupy już z myślą o wiośnie z i kalkulacją, czy za miesiąc-dwa ja aby na pewno się w to zmieszczę... W kolczyki, apaszkę i naszyjnik - na pewno, a bluzki, myślę że będą rosły razem ze mną (pękam z dumy z powodu mojej życiowej zaradności ;)) ). Baleriny na wiosnę jak znalazł. No to się pochwalę, bo jakoś wyjątkowo mnie cieszą takie pierdółki:

Bluzki:


Dodatki:



Nie muszę dodawać, że wszystko w superpromocji i w ogóle. Wcześniej na wyprzedaży dorwałam trochę rzeczy dla naszego dziecięcia, ale o tym kiedy indziej :). Zabieram się za obiad, paaaaa!
A.


sobota, 1 lutego 2014

sobota imieniny kota.

Ostatnie dwa dni zaliczam do tych z cyklu "z d***". Prócz tego, że po raz kolejny popatrzyłam na dziecię, jak mieszka sobie w środku, jak kręci się i rośnie zdrowo, nie wydarzyło się nic fajnego. Nery dają o sobie znać, u lekarza tajemniczo przepadły jedne moje wyniki, a moi towarzysze na dziś to łożko, żurawina i woda do picia. Dodatkowo mój marudny, wrednawy i płaczliwy charakter (który czasem usprawiedliwiam sobie hormonami), daje się we znaki i mi, i mężu memu... Dlatego - odpoczywam jak Pan Bóg i lekarz przykazał,a może zstąpi na mnie moc bycia trochę milszą. Tego sobie i tym, którzy koło mnie przebywają bardzo ale to bardzo życzę.

A. :)