czwartek, 30 stycznia 2014

idą zmiany.

A matka rodzi się w bólach - ciśnie mi się na usta. Ale po kolei :)
Po pierwsze, z praktycznego punktu widzenia wielkanocna dekoracja na blogu mogłaby zostać na pierwszym miejscu jeszcze przez chwilę i znów zyskałaby na aktualności. Ale jakoś tak wyszło, że obudziły się we mnie resztki przyzwoitości, albo raczej próżności, i stwierdziłam, że chce mi się coś tam popisać. Zatem jajka spadają na drugie miejsce, a blog ku radości jednych i rozpaczy drugich, pewnie będzie teraz trochę bardziej "mamowy", czyli mój za niedługo. Ciekawie zrobiło się w ciągu ostatnich paru miesięcy w moim życiu, czy superwspaniale - no nie wiem :). W każdym razie jest inaczej, czasem pięknie, doniośle i mega uroczo, a czasem zupełnie do bani. Jeśli kogoś stąd niechcący wykurzę - ajm sori, że tak wyszło. A jeśli ktoś zawiesi oko, to też nienajgorzej. 
PS dziś przedostatni dzień, żeby zagłosować na propozycje w ramach budżetu obywatelskiego mojego miasta. Sąsiad-filozof wywiesił kartkę na drzwiach, potem sam się przeszedł po mieszkaniach, żeby przypomnieć, że już mało czasu. Zagłosowałam na skwerek, żeby powstał przy bloku. Chciałam też  - tak przyszłościowo  - oddać głos na "zakup pieca krematoryjnego". Cenny ptaszek stanął jednak w okienku przy "placu zabaw imienia Myszki Miki". Ot, zmiana priorytetów...

Do następnego!
A. :)